|
środa, 09 lutego 2011
poniedziałek, 11 października 2010
Kaczki jakich nie znacie 16-17 październik
ten weekend zapowiada sie niezwykle interesujeco-będziemy mieli kaczki, kaczki jakich nie znacie. Pierwsza z nich to kaczka wg przepisu Ernesta Hamigwaya-na dziko.Ernest Hemingway był niewątpliwie najsławniejszym myśliwym wśród ludzi sławnych. Myślistwo miał we krwi po ojcu. Interesował się przyrodą głównie jako łowca zwierząt, polował na bażanty, północne sowy, kaczki, łasice, kuropatwy, cyranki a także na niedźwiedzia grizzly.Hemingway cenił i szybko zaprzyjaźniał się z ludźmi którzy podzielali jego myśliwską lub wędkarską pasję. Do wypróbowanych przyjaciół należał aktor Gary Cooper który strzelał tak samo celnie jak słynny pisarz a także bardzo lubił jeść dzikie ptactwo. W książkach biograficznych można znaleźć liczne opisy wspólnych „ lunchów” i przegryzek w czasie polowania. Druga to kaczka z wiśniami, prosto ze stołu biskupa warmińskiego-czerwone wino. porto, wiśnie i anyż-biskup Krasicki lubił dobrą kuchnię Trzecią-byc może będzie kaczka w pomarańczach-przepis prosto z Francji, a czwartą kaczka dla tradycjonalistów-kaczka z jabłkami-po polsku
poniedziałek, 04 października 2010
9-10 października-Powidła i konfitury
Ten tydzień zamknęliśmy prażuchą i szewskim kompotem. Prażuchę jadłem pierwszy raz w życiu i muszę przyznać, że kuchnia biedoty ma swoje dobre strony-wersja "z wody" i innowacyjna "w mące graham"-pomysł szefa kuchni-były naprawdę świetne. Kto wie-może ta "z wody" trafi na stałe do menu? A za tydzień coś na słodko-powidła i konfitury-zaserwujemy je z ciastem drożdżowym tzw "kuchem". Powidła będą klasyczne ,oraz w różnych wersjach wzbogaconych-migdały, orzechy, kakao,rum, pomarańcze i róża. W sobotę od 10 do 14 w wersji promocyjnej-cena 50%-zapraszamy wszystkie łasuchy
niedziela, 26 września 2010
2-3 października-Czas na wykopki
jesień już jest, w następnym tygodniu Skansen w Olsztynku organizuje szereg imprez zwiazanych z ta pora roku i oczywiście z ziemniakami. Dołączając z naszą ofertą proponujemy mało znane potrawy z ziemniaków (prażucha, szewski kompot) i oczywiście ognisko dla wszystkich zainteresowanych pieczonymi ziemniakami, do tego sosy, dipy i wyprodukowane w ten weekend sosy pomidorowe zwane też keczupami-sami robiliśmy, rózne wersje smakowe. Jak komuś nie bedzie odpowiadało stanie przy ognisku to pieczone ziemniaki podajemy również w gospodzie-zapraszamy-prosto z piekarnika, na sali konsumpcyjnej.
sobota, 18 września 2010
Jesień idzie, rady nie ma na to...
Nowa pora roku i nowy wystrój naszej Gospody
To jeszcze nie koniec zmian, w miare dorastania nastepnych płodów dojdą nowe przetwory i produkty zarówno własne jak i z zaprzyjaźnionych firm. Dla wszystkich zainteresowanych przetwórstwem przypominamy o terminach weekendowych-już za tydzień nasz kucharz zaprezentuje produkcję powideł i konfitur
niedziela, 12 września 2010
Oferta dla grup zorganizowanych
Nowy sezon wycieczkowy to tez nowa oferta dla grup zorganizowanych. Wychodzac naprzeciw potrzebom operatorów wycieczek postanowilismy nie tylko poprawić oferte pod wzgledem asortymentu, ale tez przygotowaliśmy specjalna oferte dla różnych grup wiekowych. I tak wśród wielu naszych propozycji jest też propozycja dla niejadków-tu mam na myśli dzieci które wychowane na fast-foodach nie wyobrażają sobie posiłku bez frytek czy kurczaka-specjalnie z myślą o nich dla grup wprowadzamy zestawy obiadowe w skład których wejdą zarówno frytki jak i elementy z kurczaka(powiem więcej nawet hamburgery-tyle tylko że te prawdziwe, rodem z Hamburga, przygotowane z niemielonej wołowiny), sosy i różnego rodzaju świeże wypiekane na miejscu pieczywo-łącznie z klasycznym hot-dogiem Kontakt e-mail lub telefonicznie: gospoda1@gmail.com, tel 507-145-016
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
4-5 września Chleb, smalec i samogon
czyli Targi Chłopskie AD 2010 będą niezwykle, niezwykle bogato będzie też u nas w Gospodzie. Przewidujemy cały szereg prezentacji w wykonaniu zarówno naszych mistrzów jak i gości zaproszonych. Będzie Gieniu ze swoimi serami(kto wie może namówimy Go na zabawę z piekarnikiem-zrobi swoje słynne ruchańce , cebularze i bulwinki), będą kucharze z zaprzyjaźnionych firm-może ich być sporo, będzie też nasz mistrz serowarski, a na koniec zjawi się artysta i zagra nam wszystkim do tańca-na 17 zaprosiliśmy gościa który napisał chłopski przebój-wszystkie drogi prowadzą do ...Gospody?
Przyjdźcie do nas w tych dniach, a na pewno nie pożałujecie
piątek, 30 lipca 2010
Obiecanki Cacanki
Obiecałem poprawę i co?, i niestety zawaliłem sprawę-za dużo roboty w wakacje, jedno jest pewne idziemy zgodnie z planem-jutro może będzie Gęsi Pipek-piszę może bo diabli nam wzięli jedną grzałkę w piecu i mamy kłopoty techniczne żeby zrobić to co jest w karcie. Prawdopodobnie nasze kłopoty skończą się w środę, do tego czasu musimy pracować jak za króla Ćwieczka-patelnia, garnek i palnik gazowy-Makabra, ale przynajmniej gulasz udało nam się wprowadzić. Za trydzień mamy braci Golców-na obiedzie i na koncercie-zapraszamy
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Lech Wałęsa i polskie lody prosto z Ameryki
Oj długo mnie tu nie było, lenistwo jest chyba moją cechą wrodzoną, obiecuję poprawę W wielkim skrócie -co sie u nas ostatnio działo, a działo się sporo Imprezy weekendowe przebiegają bez zbędnych sensacji, kuchnie białoruską litewską, ukraińską nasza kuchnia ma tak opanowane, że nie ma nawet o czym mówić-wszystko robią jak Bóg przykazał, no moze poza jednym wyjątkiem-nasz Treminator zaskoczył mnie swoją dociekliwością-przygotował szałtonosy w sposób wręcz prefekcyjny. Szałtonosy zrobił w wersji z serem, ale jakim serem!!!-znalazł gdzieś orginalny przepis na ser i osobiście go wyprodukował z mleka-powiecie co to za sztuka?, ano wielka sztuka-99,9% kucharzy kupiłoby po prostu twaróg i uzyło go w miejsce sera przewidzianego do tych pierożków. I tu popełnili by niewybaczalny skrót myślowy-ser na szałtonosy to ser zwarowy a nie twaróg, w sprzedaży nie występujący, trzeba go zrobic samemu-no i oczywiście trzeba chcieć-Marcin chciał i zrobił. Dziewczyny w kuchni twierdzą ze gdyby Marcin jeszcze sprzątał po sobie stanowisko pracy to byłby już prawie idealnym kucharzem z zadatkami na wybitnego szefa kuchnii-obecny szef kuchni nie podziela tego entuzjazmu, wg niego przed terminatorem jeszcze dłuuuga droga i dopiero jak bez problemu będzie robił wszystkie możliwe sosy będzie mógł mysleć o wyzwoleniu na czeladnika Także ostatni tydzień z kuchnią niemiecką i węgierską w tle upłynął bez sensacji-no może poza jedną małą sensacją kulinarną-otóż miał nas odwiedzić Lech Wałęsa-przygotowaliśmy coś specjalnego, wg mojego autorskiego przepisu(moze za dużo powiedziane-to nie przepis tylko kompozycja potraw plus coś od siebie). Lechu owszem wpadł-jak po ogień, poganiany przez całą sforę ambasadorów i organizatorów, zdążył zjeść zupę kurkową, pyzy litewskie trzy pierogi i już Go nie było-poleciał do Kormorana na jakieś ważne nocne obrady. I w ten właśnie sposób nie spróbował mojego ukochanego dziecka-Rarytasu Mazurskiego w skład którego wchodzi m.in sandacz, sos błękitny(kiedyś u nas nazywany Napoleońskim) i to coś ode mnie, a mianowicie wyjątkowo rzadki gatunek grzybka (dużo rzadszy niż trufle, i moim zdaniem dużo lepszy) Trochę szkoda że człowiek, który Nobla dostał za działalność a nie za kolor skóry nie ma czasu delektować się wyjatkowo rzadką potrawą (nie wiem czy ktokolwiek w Polsce podaje coś podobnego do naszego Rarytasu) Info o imprezie planowanej na najblizszy weekend zamieszcze oddzielnie-jest dla nas zbyt ważna aby mieszać ja z wcześniejszymi -równie ważnymi-wydarzeniami-za dwa dni poczytacie sobie o kulinarnych niespodziankach związanych z obchodami Kłuszyńskiej bitwy dzięki której Polska może się szczycić zdobyciem Moskwy-tylko nam się udało, ani Napoleon ani też Hitler Moskwy nie zdobyli. Na zakończenie słów kilka o polskich lodach prosto z Ameryki-tak, pojechałem do Warszawy i zdobyłem(4 godziny szukania) lody uchodzące za najlepsze na świecie-Häagen – Dazs-rzeczywiście są doskonałe, i niestety bardzo drogie. Zastanawiacie sie dlaczego piszę że są to polskie lody? otóż założyciel firmy Reuben Mattus urodził sie na terenach dawnej Polski wschodniej w 1912 roku a do Ameryki przyjechał z owdowiałą matką (ojciec zginął w czasie I wojny światowej) i siostrą w 1921 roku ,osiedlił się na Bronxie, i aby żyć musiał pracować (kiedyś tak było, dzisiaj wystarczy zapisać sie do właściwej partii)-wyniesione z domu umiejętności pozwoliły mu na uruchomienie produkcji lodów-wyjątkowych, do dzisiaj nie ma w nich konserwantów a powstaja z podstawowych składników tak jak 100 lat temu-owoce, wanilia, miód, śmietanka... Lodów tych mamy 9 smaków, ich dokładny opis znajdziecie w naszej karcie już od najbliższego weekendu-wyjatkowa okazja (Kłuszyn) to i wyjatkowy deser- tylko w tym dniu do każdej gałki tych lodów dodamy gałkę lodów innej znanej firmy-cobyście mogli sobie porównać
poniedziałek, 07 czerwca 2010
12-13 czerwca Kuchnia Rzeczypospolitej Ukraińcy i Białorusini
Dłuuuugi weekend czerwcowy za nami, co to się działo, ale może po kolei Dzień pierwszy czwartek był w miarę normalny-fuul ludzi, zamówienia zgodne z normalnym rytmem i po raz pierwszy w ofercie mamałyga i pierekaczewnik. Pierekaczewnik, niesłychanie trudne zadanie dla naszego młodego terminatora trafił na stół w wersji mięsnej, ale nim to się stało przez dwa tygodnie trwały próby-10 kg masła, 5 mięsa i 5 twarogu poszło do kosza, dwa prodiże, piec konwekcyjno parowy i piekarnik były w użyciu. Po takich doświadczeniach już wiem dlaczego nikt w naszym regionie nie ma w ofercie pierekaczewnika-trzeba mieć w sobie kawałek duszy Tatara, aby go zrobić dobrze. Marcin odbył pielgrzymkę do Tatarskiego Kamienia, który, a jakże, leży w okolicach wsi Tatary pod Nidzicą w wyniku czego wreszcie udało nam się zrobić pierekaczewnik taki jaki być powinien
Jak widać na załączonym obrazku kamień jest solidny, kula umieszczona na szczycie symbolizuje pewnego nidzickiego kanoniera który wystrzeliwując z armaty trafił w ucztujących przy kamieniu Tatarów(rzecz sie działa w czasie potopu szwedzkiego). Wg legendy trafił w półmisek z pierekaczewnikiem co ucztujący uznali za zły omen i zrezygnowali z oblężenia miasta-Marcin składając w ofierze swoje nieudane próby musiał w duchach tatarskich wojowników wzbudzić szacunek(kto miał siłę tak długo się nie poddawać musi wzbudzac szacunek) i widocznie postanowili mu pomóc. Pomoc nadciagnęła nazajutrz w osobie Gienia Miętkiewicza(więcej o tym tatrskim wysłanniku dowiecie się z Jego bloga(www.brzuchomówca.blox.pl) , który poddał ocenie pierekaczewnik i mamałygę po czym podpowiedział kilka sztuczek i pochwalił kucharzy( mamałyga ponoć jest taka że południe polski i mołdawianie nie powstydziliby się jej).Wizyta wysłannika tatarskiego Chana była największym wydarzeniem piątku. W sobotę w Gospodzie rządziły kobiety, kucharze pojechali na turniej do Starych Jabłonek-o konkursach i imprezach kulinarnych na Warmii i Mazurach napiszę oddzielnie przed wakacjami-będzie to taki mały przewodnik po gastronomii. Gwiazdą imprezy był Tadzik i jego partnerka o imieniu Kasia-gdziekolwiek się nie pojawili wzbudzali ogromne zainteresowanie, a prośbą o wspólne zdjęcia nie było końca. Wielkość ich promocyjnego sukcesu najlepiej obrazuje rozmowa pomiedzy dwoma lokalnymi dżentelmenami -Jasiu, ty wiesz kto to jest ten gruby facet obok Tazika?-powiedział jeden z nich wskazując w kierunku dr Russaka, robiącego za gwiazdę imprezy -a cholera go wie, pewnie chce sobie zdjęcie zrobić z naszy Tadziem, albo Kasię podrywa Jeden Rafał (nasz szef kuchni) nie podzielał entuzjazmu tłumu i mruczał pod nosem że "świat schodzi na psy bo kozy wygrywają z kucharzami"-i tu sie z nim nie zgodzę-o ile w przypadku Tadzika jest to prawda(jest najbardziej przyjaznym kozłem w całym stadzie skansenowskim) to Kasia już kozą nie jest-pracuje z nami od 3 lat i jest najbardziej doświadczoną(mimo młodego wieku) kelnerką, powiedziałbym nawet szefową sali. Sobotni wyjazd do Starych Jabłonek okazał się sukcesem-promocję jaką zapewniła Gospodzie i skansenowi Kasia z kozłem na sznurku warta była naprawdę dużych pieniędzy-chyba zaczne ich wysyłać co tydzień do innego miasteczka-będzie taniej i skuteczniej niż reklama w gazecie czy telewizji. W niedziele było spokojnie, przyjechał z Olsztyna Jasiu z Kasią, spróbowali mamałygi i pyzy litewskiej, namówili na mamałyge panią Szwajcarkę(mieliśmy całą wycieczkę Szwajcarów na obiedzie) i pojechali dalej-niestety nie skosztowali pierekaczewnika-był jeszcze w piekarniku- co zmusza nas do przygotowania pierekaczewnika na nastepny weekend-tym razem w wersji twarogowej. 12-13 czerwca upłynie nam pod znakiem kuchnii narodowych naszych ziomków Ukraińców i Białorusinów(piszę ziomków bo przecież do cholery żyliśmy kiedyś wszyscy w jednym kraju i gdyby się hetman Chmielnicki nie wkur...na pewnego pętaka, który porwał sie na Jego kobietę to Ukraina i Białoruś byłyby taką samą częściąPolski jak Mazowsze czy Podlasie-z drugiej jednak strony możemy być dumni-była to wszak druga i ostatnia w historii świata wojna o kobietę-ta pierwsza skończyła się zdobyciem Troji, a nasza rozpadem państwa)Kuchnię ukraińska reprezentować będzie, a jakże, barszcz ukraiński-potrawa znana wszystkim i niestety rzadko kiedy robiona we właściwy sposób-nasz barszcz będzie bliski orginałowi(piszę bliski bo ponoć w skład barszczu wchodzi 56 składników, a do tylu to ja liczyc nie umiem) Kuchnię białoruską reprezentować będzie-słusznie czy nie słusznie-babka ziemniaczana, potrawa znana pod różnymi nazwami wywodząca się bezpośrednio z tradycji kuchnii żydowskiej znanej jako kugiel ziemniaczany(kugiel ziemniaczany jest potrawą charakterystyczną dla święta Hanukkah)Oczywiście w kuchnii żydowskiej nie występował kugiel z miesem wieprzowym-ten dodatek jest wkładem naszych kresów i dlatego też możemy babkę ziemniaczaną uznać za reprezentanta kuchnii białoruskiej. Może za dużo się rozpisuje o pochodzeniu tej potrawy, ale przyznam że mocno mnie zbulwersowała wypowiedź pewnego "specjalisty od regionalnej gastronomii", który wg Gazety Olsztyńskiej na zajęciach w Ostródzie wyjaśniał kursantom że w gwarze warmińskiej babka ziemniaczana występuje jako"kugel mazurski"(ostatni warmiak Edek Cyfus twierdzi że w gwarze warmińskiej nie ma takiego słowa jak kugel, po niemiecku oznacza ono ponoć kulę) Pomysły zwiazane z lipnym nazewnictwem speców od regionalnej kuchnii są niestety na porządku dziennym-konkursy organizowane pod patronatem Urzędu Marszałkowskiego wygrywać potrafi taki potworek słowny jak dzyndzałki warmińskie, a na stronach prezentujacych potrawy regionalne z Warmii i Mazur inny "super specjalista" pisze o mleku zsiadłym otrzymywanym przez wrzucenie do mleka słodkiego kawałka ołowiu-biorąc pod uwagę skutki jakie wywołuje w organiźmie ołów zastanawiam się czy niektórzy specjaliści nie piją porannej kawy z ołowianych kubeczków. Na zakończenie dodam, że zsiadłe mleko, kefir i jogurt podawany w naszej restauracji produkujemy tradycyjnie-z udziałem wyselekcjonowanych kultur bakteryjnych, nie dodając ołowiu.Na dzisiaj dość, wpadnijcie i spróbujcie jak smakuje babka ziemniaczana(na Mazurach nazywana kakorem) z prawdziwym jogurtem(o jogurtach, kefirach i zsiadłym mleku napiszę więcej przy okazji imprezy sierpniowej-14 i 15 sierpnia) |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Ulubione
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||